sobota, 11 maja 2013

012. "Nienawidzę facetów"

Witam wszystkich!
Ostatnio coraz rzadziej dodaję, ale za to musicie podziękować mojej ukochanej wenie, która zaginęła. Próbowałam zgłosić to na policję, ale wtedy - co jest bardzo dziwne - wszyscy każą mi zgłosić się do psychiatry...
No cóż, zapraszam na kolejny rozdział 'Made'.

 Siedziały na kanapie i w ciszy żuły francuskie bułki. Obydwie były niewyspane. Marthe wróciła koło drugiej, bo Kelsey nie chciała współpracować i tym bardziej nie chciała spać. Eliane nie mogła zasnąć. Czytała umowę od Jayne i długą wiadomość, uzupełniającą całą ich wczorajszą rozmowę. Szczególnie liczba zer przy proponowanej pensji ją rozbudziła.
Kiedy już jednak dziewczynom zachciało się spać, z łazienki dochodziły je ohydne odgłosy rzygającego Jay'a. Spowodowało to, że spały jedynie przez 4 godziny.
- Nienawidzę facetów - stwierdziła Eliane, wzdychając ciężko.
- Ja też.
- A ty, czemu?
- Max mnie pocałował i powiedział, żebyśmy o tym zapomnieli. Okej, zgadzam się. Tylko dlaczego teraz udaje, że mnie nie zna? - mówiła Marthe z wyrzutem, dodatkowo zmieniając język na francuski. Nie chciała, żeby Jay cokolwiek usłyszał, gdyby się obudził.
- To faktycznie kretyn - przyznała Eliane. - Jay na pewno wiedziałby coś więcej, w końcu się przyjaźnią.
- Nigdy bym go nie spytała - potrząsnęła głową. - Poza tym, co mnie Max interesuje? Wcale mnie nie obchodzi, co on tam sobie myśli i do kogo pisze smsy.
- Pisze smsy?
- Cały wieczór romansował z kimś, esemesując pod stolikiem - Marthe zmrużyła ze złością oczy.
- To ta Michelle - oświadczyła Ellie, której przeszła ochota na przystawanie z jakimkolwiek osobnikiem płci męskiej.
- Tak...
Jay wyglądał jak tysiąc nieszczęść. Każdy włos odstawał mu w inną stronę, na twarzy miał zarost. Był blady i do końca nie kontaktował. Eliane musiała przyznać, że jedyne, co w tej chwili było u niego dopuszczalne, to goła klata.
Otworzył lodówkę i w rekordowym tempie wypił całą butelkę mleka. Potem głośno beknął, otarł usta wierzchem dłoni. Wstawił pustą butelkę z powrotem do lodówki i sięgnął po jabłko, jednocześnie biodrem zatrzaskując drzwiczki lodówki. Dopiero gdy je ugryzł, dojrzał obserwujące go z szeroko otwartymi oczami lokatorki.
- Nienawidzę facetów - powtórzyła Ellie po francusku.
- Nie wiem, co powiedziałaś, ale mam cię na oku - zakomunikował.
- Ja też - odpowiedziała Marthe Ellie z opóźnieniem.
Po dziesięciu minutach bezczynnego siedzenia, dziewczyny postanowiły, że trzeba coś zrobić. Dzisiaj Zołzi miała zmianę w restauracji Marthe, więc ta druga mogła sobie posiedzieć w domu. Eliane zaczynała pracę dopiero o 22 i zamierzała jechać do klubu. Nie wiedziała, że ktoś zmieni jej plany na wieczór.
- Chłopaków mamy dość, więc ich nie zaprosimy - wyliczała Marthe. - We dwie ze sobą zgłupiejemy.
- Możemy zaprosić Ryan'a z Lawson - wtrąciła Ellie, na co Mar tylko ją szturchnęła.
- Ty byś chyba wolała Kendall'a z BTR, co?
Eliane wypuściła głośno powietrze, przenosząc wzrok na wysoki sufit. Wyobraziła sobie, że obok niej siedzi Kendall. Wtedy słowo 'nuda' miałoby zupełnie inne znaczenie.
- Eliane! Miałaś jazdę na jego punkcie, ale myślałam, że ci przeszło - roześmiała się Marthe.
- To nie była jazda! To miłość. A miłość nie kończy się ot tak - pstryknęła palcami.
- Kiedyś go poznasz, zobaczysz - skłamała Marthe.
- Olśniło mnie.
Blondynka spojrzała na przyjaciółkę z uniesioną brwią.
- Może wyciągniemy Kelsey i Nareeshę na miasto? Babski wypad - zaproponowała Lia.
- Nie mogłaś tak od razu?
Wyciągnęły telefony z kieszeni swoich dresów. Marthe zadzwoniła do Kelsey, by przy okazji spytać, czy wszystko z nią w porządku. Eliane wybrała numer Ree, jako że tylko ona go posiadała.
Były już umówione na siłowni, gdzie Nareesha chodziła co każdy czwartek. Przebrały się w coś bardziej zdatnego do użytku.
Marthe zabrała swoją torebkę i wyszła z pokoju. James stanął w progu swojej sypialni, tym razem w ubraniu.
- Jedziecie gdzieś?
- Umówiłyśmy się z dziewczynami - wyjaśniła Marthe szybko.
- Chcecie mój samochód? Nie będę się ruszał z mieszkania - zaproponował, wyciągając ze spodni kluczyki do jeep'a.
- Chętnie.
Marthe odebrała od niego kluczyki, a Eliane wyszła od siebie. Na ramieniu miała stylowy, beżowy plecaczek. Zamknęła drzwi na klucz.
- Myślę, że Jay nie włamałby się do twojego pokoju - Marthe zmarszczyła czoło.
- Masz tam coś cennego? - spytał James.
- Trzymam tam wszystkie swoje tajemnice - odpowiedziała Brunetka. - Wolałabym, żeby nikt tam nie zaglądał.
Marthe parsknęła śmiechem, bo domyślała się, co tam mogło być. Zbiegła na dół z prędkością światła, żeby mogła prowadzić.
Eliane minęła Jay'a, lecz zatrzymała się gwałtownie na schodach. Przypomniało jej się.
- Bird!
James zdziwił się, że użyła tego przezwiska. Wychylił głowę z pokoju, gdzie chciał obmyślać plan wtargnięcia do twierdzy Eliane.
- Wczoraj, kiedy byłeś pijany, dzwoniła Clarisse. Prosiła, żebyś wpadł po swoje ubrania - wypowiedziała to, starając się o jak najprzyjemniejszy ton głosu.
Szybko zbiegła na dół i nie spodziewała się takiej sprawności po Jay'u. Skacowanym Jay'u. Był bardzo szybki. Nie zdążyła wyjść z domu, a złapał ją za łokieć i przytrzymał, nim sięgnęła do klamki.
- Obiecaj, że pogadamy, jak wrócisz - powiedział spokojnie.
Chciała być twarda, lecz nie potrafiła. Nie wtedy, gdy chodziło o Loczka.
- Już wczoraj ci to obiecałam.
`
Mężczyźni natarci oliwką, dzięki której ich mięśnie doskonale wyglądały w świetle, chętnie zawieszali oko na czterech dziewczynach, walczących z bieżnią. Niby przypadkiem podnieśli przed nimi największy ciężar, na jaki było ich stać. Zaraz potem uciekali, ponieważ ręce bolały ich niemiłosiernie.
- Nienawidzę facetów - oświadczyła po raz kolejny dzisiaj Eliane, ustawiając bieg na szybszy.
- Ja też - odpowiedziała cała reszta.
- Kelsey, co się stało? Wczoraj z Tom'em wyglądaliście przecież jak para nowożeńców - zauważyła Marthe, wychylając się na tyle, by ujrzeć twarz Blondynki.
- Nie cierpię, kiedy on pije - wyrzuciła z siebie Kels, a Eliane zrozumiała ją natychmiast. - Chce dyskutować na różne głupie tematy, a wczoraj już rozbierał wzrokiem kelnerkę, Amandę - warknęła.
- Po alkoholu myśli, że może wszystko. Powinnaś z nim porozmawiać. Jesteś jego dziewczyną, na pewno cię posłucha - doradziła Nareesha, przyjmując rzeczowy ton.
- Dokładnie. Tom zgrywa tylko takiego pewniaka, ale naprawdę to świetny i czuły facet - dodała Ellie, uśmiechając się do Kelsey.
- Musimy się jeszcze lepiej poznać. Jesteśmy parą dopiero od tygodnia - kiwała głową tak, jakby wszystko zrozumiała.
- Marthe, a co u ciebie?
Francuzka przyspieszyła bieg i przez chwilę przebierała nogami tak szybko, jakby gonił ją Max w samych bokserkach. Oddychała ciężko, aż wreszcie wydusiła to z siebie.
- Max mi się podoba. Dawał mi znaki. Pocałował mnie. Teraz mnie ignoruje.
Potem jakby odetchnęła i zwolniła znacznie. Kelsey i Ree wpatrywały się w nią zaszokowane, a Ellie miała zamyśloną minę i przeczesywała wzrokiem sufit.
- Mówiłaś, że on ci się nie podoba - powiedziała wreszcie.
- Kłamałam - przyznała się Marthe. - Ale to tylko dlatego, że byłabyś zła.
- Kochanie, tobie podoba się co trzeci facet na ulicy - zaśmiała się Brunetka.
- Czuję, że dużo straciłam - odezwała się Nareesha. - Zdecydowanie za dużo.
- Właśnie, Marthe! Opowiadaj - zachęciła ją Kelsey.
Marthe praktycznie spacerowała teraz po bieżni i uspakajała oddech. Zbierało się na długą opowieść.
`
- Boże, co za nuda - jęknął Jay, przeskakując po kanałach telewizyjnych.
- Śpiewamy? Gramy na x box'ie? Oglądamy świńskie filmiki? - proponował Parker, wyliczając wszystko na palcach.
- Daj spokój, to takie dziecinne - pokręcił głową Siva, po czym szybko sprawdził palcami stan swojej fryzury.
- A gdyby tak... - zaczął Nathan.
- Pograjmy w piłkę! - rzucił rozweselony Max.
Wszyscy biegiem ruszyli w stronę drzwi tarasowych, przeskoczyli przez barierkę i stanęli na zielonej trawie. Jay pobiegł po piłkę, którą trzymał w garażu, a chłopcy rozstawili plastikowe bramki naprzeciwko siebie.
Mieli wszystko - dwie bramki i piłkę. Brakowało jedynie jednego gracza.
- Dwa na trzy? To trochę niesprawiedliwe - skomentował Siva.
- Kto tu najlepiej gra? - spytał retorycznie Max, po czym wskazał na siebie. - Ja. Dlatego zagram w dwuosobowej drużynie. I biorę Jay'a.
Loczek wyszczerzył się i poklepał przyjaciela po ramieniu.
- Szkoda, że nie ma Marthe. Umie grać w piłkę, przynajmniej tak mówiła - odezwał się Max, kiedy tamta trójka oddaliła się, by ustalić kto gdzie stoi.
- Muszę ci coś powiedzieć - podjął Jay.
- O co chodzi, Bird?
- Zachowujesz się jak palant. Pocałowałeś ją! Powinieneś zrobić cokolwiek, a teraz jedynie ją olewasz - stwierdził Loczek. - Poza tym, ona podejrzewa, że kręcisz z Michelle.
Max nie odpowiedział. Jay'owi oczy rozszerzyły się z zaszokowania.
- Ty nadal...?
- Gracie, kurde? Czas nam leci - zawołał Tom, stojąc z Nathan'em w linii ataku. Siva spokojnie poprawiał swoją grzywkę na bramce.
- Gramy, gramy! - odkrzyknął Max i zwrócił się do Jay'a. - A my pogadamy potem.
"Potem, to ja pogadam z Eliane" - pomyślał Loczek, ale posłusznie podbiegł do bramki.
`
Po krótkiej sesji na jodze, zabawie z niektórymi przyrządami, kąpieli w basenie i prysznicu, dziewczyny postanowiły przejść się jeszcze na zakupy. Zgodnie stwierdziły, że trochę wysiłku nie zaszkodzi, więc ustaliły, że co czwartek będą się spotykać na siłowni.
- No dobra, Ree - odezwała się rzeczowo Eliane, przeglądając ubrania na wieszakach. - A jak to jest z tobą i z Sivą?
- Jest zazdrosny. Nawet o Jay'a - westchnęła Mulatka. - Chciałam jedynie z nim porozmawiać, żeby się opamiętał, a Seev mi zabronił. To męczące.
- Siva zachowuje się trochę jak Diva, co? - wtrąciła Marthe, mierząc na długość spodnie z ciemnego dżinsu.
- To tylko dowód na to, że bardzo cię kocha - powiedziała Kelsey, po czym wzięła sukienkę i skierowała się do przymierzalni.
- On nie widzi świata poza tobą - Marthe uśmiechnęła się szeroko.
- I wcale nie chodzi o to, że jesteś gruba, albo że ma zeza - zaznaczyła Eliane.
Usłyszała zaraz głośne parsknięcie śmiechem Kelsey z przebieralni, a reszta też się rozweseliła.
- Wybaczcie, dziewczęta. Przebieralnia wzywa!
Chodziły jeszcze godzinę po sklepach. Ich czas ograniczyły torby, które musiały nosić, a nie miały obok żadnego z chłopaków, który mógłby je wyręczyć.
Z ulgą usiadły w kawiarni i zamówiły sobie po mocnej kawie z wyjątkiem Eliane, która wolała po prostu herbatę.
- Czyli już tylko ty zostałaś - oznajmiła pogodnie Kelsey, spoglądając na Li.
- To będzie ciekawe - oświadczyła Marthe i rozsiadła się wygodnie, czekając na długą opowieść.
- Czekaj, najpierw podsumuję to, co zauważyłam - zakomunikowała Ree. - Coś się dzieje między tobą, a Jay'em, jednak albo on przedobrzył, albo i ty coś przeskrobałaś. Z drugiej strony jest Nathan, który w dziwny sposób próbuje do ciebie podbić. Dobrze ogarnęłam sytuację?
- Jay wcale nie przedobrzył - zaznaczyła Eliane, akurat wtedy, gdy dostały zamówione napoje. - Wręcz przeciwnie. Przeskrobał.
Zachęcona przez resztę dziewczyn, którym zdążyła zaufać, zaczęła opowiadać o jej pogmatwanych i niezrozumiałych nawet przez nią relacjach z Jay'em i Nathan'em. Ree zdążyła zamówić drugą kawę w tym czasie, a Kelsey tylko podparła głowę ręką i wytrwale słuchała. Dla Marthe była to powtórka z rozrywki.
Kiedy skończyła, wypuściła powietrze z głośnym świstem.
- Prawie trafiłam - stwierdziła Nareesha.
- Clarisse wygląda mi na niezłą lisicę - powiedziała Kelsey, a Eliane się na to uśmiechnęła, jako że tak samo przezywała Clarisse. - Myślę, że Jay jest tylko jej ofiarą i tak naprawdę to wszystko jest tylko zbiegiem okoliczności.
- Ale przecież Nathan to jeden z najfajniejszych chłopaków, jakich znam - wstawiła się za Sykes'em Nareesha. - Może i jest podrywaczem, no i ostatnio zrobił się trochę egoistyczny, ale to naprawdę dobry facet!
- Muszę przyznać, że wolę Jay'a od Nathan'a - wtrąciła się Marthe. - Przecież nie cierpisz Młodego. Co prawda, ten wyjazd dużo zmienił... Ale co z Rose?
- Rose powiedziała, że on ją odtrącił - odezwała się Kels, przypominając sobie o ostatniej rozmowie z barmanką.
- Nathan też tak mówił, ale nie wierzę mu. Rose twierdzi, że ją skrzywdził - powiedziała stanowczo Eliane.
- Bo ją odtrącił! - rzuciła Nareesha.
- Porąbana laska - podsumowała Marthe. - Powinnaś pogadać jeszcze raz z Nathan'em i wszystko wyjaśnić. Tylko tym razem zadbaj o to, żeby Jay'a nie było w pobliżu.
- Rzuciłby się na Nath'a, widziałyście to? - zawołała Kels, a kilka osób spojrzało na nią z zainteresowaniem.
- Te hieny tu są - szepnęła Ree, po czym odrzuciła włosy do tyłu. - Chyba rzuciłby w Nath'a! Młody czasem jak coś powie, to naprawdę...
Spojrzały na nią zdezorientowane, jednak poprowadziły do końca ten sztuczny dialog i jak najszybciej uciekły do domu, płacąc ówcześnie za zamówienie.
`
Marthe i Eliane rzuciły torby na swoje łóżka. Ta druga była szczególnie szczęśliwa, ponieważ nikt nie próbował włamać się do jej pokoju. Natychmiast ruszyła pod prysznic, żeby przygotować się do spotkania z Jayne.
Marthe zbiegła na dół, na taras. Zobaczyła grających chłopaków, a oni dostrzegli ją. Jay szturchnął Max'a ledwo zauważalnie.
- Mar! Świetnie, że jesteś - zawołał George. - Brakuje nam jednej osoby do składu, może zechciałabyś zagrać ze mną w drużynie?
Zabrzmiało to dla niej tak pięknie, jakby jej się oświadczył. Przeleciała przez barierkę z jego pomocą i oczywiście, zgodziła się z nim zagrać.
Jay często zerkał w stronę drzwi tarasowych, jednak nie dostrzegł tam Eliane. Chwilowe poczucie dumy z Max'a minęło, a zastąpiło je oczekiwanie. Musiał porozmawiać z Ellie.
Nathan też oczekiwał na Francuzkę. Zrozumiał, że źle zareagował wczoraj. Chciał jedynie jej powiedzieć, że między nim a Rose do niczego nie doszło.
Li założyła szare dżinsy, kwiecistą koszulę i pasującą do spodni marynarkę. Uznała, że tak może być. Na nogi włożyła czarne buty na niewysokiej koturnie, a włosy związała w kucyk. Wykonała delikatny makijaż i dostrzegła dosyć późną godzinę na zegarze. Zabrała ze sobą swój plecak i zbiegła na dół, na taras.
- Elia... Gdzie idziesz? - początkowy entuzjazm wyparował z Tom'a dość szybko.
- Jestem umówiona z Jayne - oznajmiła im, szperając w plecaku. - Wrócę niedługo - dodała, wyciągając znaleziony telefon.
- Czekaj, muszę dać ci kopa na szczęście!
Max pobiegł do niej i jak powiedział, tak zrobił. W tle był Siva, który narzekał, że przerywają ciągle grę. Ostatecznie jednak wszyscy naśladowali Max'a.
- Bierzesz mój samochód? - spytał Jay, wyciągając przed siebie kluczyki, które Marthe mu oddała.
- Skoro sam proponujesz, to wezmę - stwierdziła, odbierając kluczyki.
- Tylko pamiętaj, my jeździmy po lewej stronie - krzyknął Tom, uciekając z powrotem na boisko.
Kiedy Eliane wyjeżdżała z garażu, Marthe strzeliła gola drużynie przeciwnej, po czym Max odruchowo ją uściskał. Czuli się zupełnie tak, jak pierwszego wieczoru, kiedy oglądali razem mecz Manchester'u City.
`
- Usiądź, rozejrzyj się. Niedługo możesz często tutaj bywać - zaśmiała się Jayne. - Pójdę po herbatę.
Kobieta wyszła z pomieszczenia, zostawiając Eliane samą. Dziewczyna przysiadła na fotelu, naprzeciwko biurka Jayne. Znajdowała się właśnie w wytwórni, w gabinecie Jayne. Był urządzony minimalistycznie, choć naprawdę przytulnie. Długie żołte, albo po prostu dawno nieprane, zasłony opadały miękko na podłogę, zasłaniając połowę nocnej panoramy Londynu. Na biurku wszystko leżało równiutko, choć w szufladach panował straszny nieład. Kanapa, stolik na kawę i telewizor mieściły się w kącie, gdzie Jayne urządzała sobie miłe pogawędki z gośćmi.
Eliane chciała myśleć jedynie o pracy, ale nie mogła. Żeby chociaż trochę załagodzić wyrzuty sumienia, napisała sms-a do Nathan'a informującego go o nadchodzącej rozmowie.
Jayne weszła, więc Ellie odstawiła telefon na biurko. Starsza kobieta ustawiła tackę na stoliku do kawy i zaprosiła Eliane do siebie.
- Nie wiedziałam, jaką lubisz - odezwała się menadżerka. - Wiesz pewnie, że u nas rodzajów herbaty jest od groma.
Ellie uśmiechnęła się i postawiła jedynie na herbatę z cytryną i dwoma łyżeczkami cukru. Jayne zaparzyła sobie bardzo mocną herbatę, do której dolała potem mleka i posłodziła trzema łyżeczkami. Ell była lekko zdziwiona.
- Przyzwyczajenie z dzieciństwa. Dziadek zawsze tak pił - wyjaśniła Jayne, biorąc spory łyk napoju.
- Mój dziadek nie tolerował herbaty. Jedyne, co pił, to kawa. Przyczyniło się to do choroby serca - odpowiedziała Eliane, sama nie widząc sensu w tej wypowiedzi.
- To smutne. Ile miał lat, kiedy zmarł?
- 80. Ależ, miałyśmy rozmawiać o interesach - oznajmiła ochoczo Eliane, odstawiając filiżankę na stolik.
- Mam rozumieć, że zgadzasz się na posadę mojej asystentki? - spytała uśmiechnięta Jayne.
- Szaleństwem by było, gdybym odmówiła - powiedziała raźno Ell.
- To cudownie. Eliane... Mogę mówić na ciebie Ellie? - przerwała Jayne, idąc w stronę biurka i szperając w szufladach.
- Jasne. To znaczy, nie ma problemu - poprawiła się szybko Francuzka.
- Tutaj jest umowa, którą ci przesłałam. Podpiszemy ją już teraz, nie ma co tracić czasu - położyła przed Li kartkę papieru.
Przebiegła wzrokiem po tekście, by stwierdzić, czy rzeczywiście to ta sama umowa. Nie różniła się niczym innym, jedynie układem.
Załatwiły formalności i dokończyły herbatę, rozmawiając otwarcie o wszystkim. Eliane chciała się już zbierać, jednak Jayne ją zatrzymała.
- Nie chcesz poznać chłopców? - spytała z zaskoczeniem.
- Ch-chłopców? - powtórzyła. - Oni tu są?
- Tak, czekają w sali obok. Idź do nich, przedstaw się - zachęciła ją Jayne, która zaczęła sprzątać filiżanki.
- Skoro to polecenie służbowe...

Ellie wyszła z gabinetu, jednak 'obok' były dwa pomieszczenia, i nie wiedziała, gdzie się udać. Uchyliła drzwi po prawej, jednak widząc dwóch grubych facetów śmiejących się przy kawie, zaryzykowała stwierdzeniem, że to nie District 3.
Została już tylko jedna możliwość.
Pomieszczenie numer dwa przypominało sypialnię, co było dosyć dziwne. Jej uszu dochodziły ciche śmiechy i jeszcze bardziej się zdziwiła. Miała małe doświadczenie z zespołami, ale mogła śmiało stwierdzić, że The Wanted robią hałas niczym stado biegnących słoni.
Przeszła dwa kroki dalej, ale coś kazało jej się odwrócić i uderzyła głową o drzwi.
- Merde! - przeklęła głośno po francusku, widząc zaczepioną o klamkę marynarkę. - Po raz kolejny mi się to zdarza, i to z tą samą marynarką! Dostałam ją od Hugo, to napewno dlatego - mówiła do siebie po francusku, uwalniając się.
Podniosła wzrok i zamarła. Dwóch chłopaków przyglądało jej się z wyraźnym zainteresowaniem. Ell nie zdawała sobie sprawy z tego, jak brzmiała jej wypowiedź w uszach Brytyjczyków.
- Bonjour - odezwał się niepewnie brunet.
- Salut? - zawtórował mu blondyn.
- Cześć - odpowiedziała po angielsku.
Tamta dwójka odetchnęła z ulgą, a brunet położył dłoń na sercu. Eliane uśmiechnęła się z zakłopotaniem.
- Nasze pierwsze spotkanie miało wyglądać trochę inaczej, jednak ta klamka zniszczyła moje zamiary - oznajmiła, starając się zabrzmieć wiarygodnie.
- Och, to dlatego, że jest taka długa - wyjaśnił Brunet. - Ciągle się o nią zaczepialiśmy na początku, jednak idzie się przyzwyczaić.
Nastała krótka cisza.
- Mam na imię Eliane i jestem od dzisiaj asystentką Jayne - odezwała się zbyt profesjonalnie.
- Czyli inaczej naszą niańką - dodał Blondyn, uśmiechając się ciepło.
- Taak i nie powiem, trochę mnie to przeraża - przyznała Ell. - Dzięki Bogu nie będę musiała zmieniać wam pieluch... Chyba.
Chłopcy parsknęli lekkim śmiechem, a Francuzka odetchnęła głęboko.
- Gdzie nasze maniery! - wykrzyknął Brunet. - Jestem Micky, a to jest...
- Gregory West - dokończył Blondyn. - Umiem sam się przedstawić, czego ten idiota nie rozumie.
- Idiota? Jak odsprzedałem ci deskorolkę w tamtym roku, to chciałeś mnie po rękach całować - oburzył się Micky.
Eliane zrozumiała śmieszność tej sytuacji, więc zaśmiała się, dając upust emocjom. Może wszystkie boysbandy były do siebie podobne? Cieszyła się, bo District 3 nie zapowiadał się wcale tak źle.
- Wejdź do środka, dopiero co ukradliśmy ciastka z kuchni - zaprosił ją Greg, wchodząc głębiej do pomieszczenia.
- Musieliśmy uciekać przed Martin'em, bo to były jego ciastka - dodał rozbawiony Micky.
- Martin? Myślimy o tym samym człowieku? - zmarszczyła czoło.
- Jeśli myślisz o menadżerze The Wanted, to tak - odpowiedział uprzejmie Greg.
Weszła za nimi. Była ostatnia w tym pochodzie, więc zdążyła zobaczyć zdarzenie przy drzwiach. Trzeci chłopak wbiegł do pomieszczenia, również zaczepiając o klamkę. Odrzuciło go do tyłu, przez co wylądował na podłodze.
- Fuck!
Nie wytrzymała i roześmiała się głośno. Micky i Greg z zaciekawieniem wychylili się zza ściany, by zaraz wybuchnąć niekontrolowanym śmiechem.
- Śmieszne, bardzo śmieszne - mruczał Trzeci, podnosząc się. - Ale nikt nie miał ochoty pomóc koledze, prawda?
Wstał szybko i trzasnął drzwiami tak mocno, że aż obrazek na ścianie się zachwiał. Uniósł głowę i zatrzymał się raptownie, widząc kobietę wśród towarzystwa. Po chwili uśmiechnął się, ukazując dołeczki w policzkach.
- To o tobie mówiła nam Jayne? - spytał z rozbawieniem.
- Ładniej by było, gdybyś się przedstawił najpierw - westchnął Micky, kręcąc głową z dezaprobatą.
- Oczywiście. Nazywam się Daniel - wyciągnął rękę w kierunku Ellie.
- Eliane - odpowiedziała.
- To prawda, że jesteś z Francji? - zapytał inteligentnie Dan.
- Nie słyszysz jej akcentu? Proste, że z Francji - wtrącił Greg.
- Mój akcent jest aż taki rażący? - wypowiedziała to z lekkim oburzeniem, bo coraz więcej osób tak mówiło.
- Nie!
- Tak.
Ellie spojrzała z wyrzutem na Greg'a, tak samo jak Micky i Dan.
- No co? Nie umiem kłamać - Blondyn wzruszył ramionami i wyszczerzył się.
- Masz być miły dla Eliane, bo będzie z nami pracować - rozkazał Micky.
- Muszę zadzwonić, dajcie mi chwilę - powiedziała Ell.
Cała trójka szamotała się ze sobą za jej placami, gdy szukała telefonu w kieszeni spodni. Kieszeń była jednak pusta.
- Idę po telefon, zaraz wracam - oświadczyła, przypominając sobie, że zostawiła samsunga w gabinecie Jayne.
Przemierzyła odcinek do drzwi spokojnym krokiem i złapała za klamkę. Pociągnęła ją do dołu i do siebie. Nic się nie stało.
Drzwi się zatrzasnęły.